Święty Stanisław Kostka wciąż potrafi zaskakiwać

„Moje pragnienie było tak silne, że nawet nie myślałem o zawracaniu. A to nasze pragnienia definiują, kim jesteśmy!” – miał powiedzieć święty w drodze do Rzymu.

Mamy od wieków pokusę, by pokazywać świętych jako „nadludzkich”. Chcemy odróżniać superbohatera od zwykłego człowieka i świętego od grzesznika. Myślę, że lepiej porzucić to rozróżnienie. Bo zanim ktoś staje się superbohaterem lub świętym, musi nauczyć się bycia człowiekiem – tego, jak przegrywać, jak być słabym i jak ponosić porażki.

W popularnych filmowych adaptacjach komiksów w ostatnich latach, szczególny nacisk położono na fakt, że superbohaterowie są ludźmi z krwi i kości, zmagającymi się z takimi samymi słabościami, jak my. W „Spiderman: Homecoming” Peter Parker musi nauczyć się odpowiedzialności. W ostatniej części trylogii „Logan: Wolverine”, według mnie w najbardziej duchowym filmie 2017 roku, ratunek dla ludzi przynosi słaba osoba, mała dziewczynka.

Nie tylko filmy i komiksy są pełne tego typu historii, ale także i Biblia.

Jakim superbohaterem jest Kostka?

Często kładziemy nacisk na aktywizm Kostki – na jego odwagę, gdy poszedł, i na wytrwałość, gdy mimo trudności trzymał się postanowionej decyzji. Myślimy wtedy jednak po ludzku i przypisujemy wszystko jego działaniu – jak gdyby robił wszystko własnymi siłami. W rzeczywistości on otworzył się tylko na wolę Bożą i pozwolił się poprowadzić.

Kostka chce wykonywać wolę Boga – i nieustannie ją rozpoznaje. Nie robi też tego sam, ale wiernie słucha rad kierowników duchowych i przełożonych, i idzie za nimi.

Po opuszczeniu Wiednia, Staszek z pewnością nie myślał, że będzie musiał iść do Rzymu pieszo. To jedno z wielkich uproszczeń w jego historii. Stanisław, opuszczając Wiedeń, nie pojechał od razu do Rzymu, ale w przeciwnym kierunku, do Augsburga. Tam miał spotkać się z prowincjałem, późniejszym świętym, Piotrem Kanizym.

Kiedy jednak dotarł do Augsburga okazało się, że prowincjał znajduje się teraz w Dylindze – dokąd Kostka dalej ruszył. Dopiero tam, po okresie próbnym, Kanizy wysłał Kostkę do Rzymu.

Po odbyciu dalszej drogi, wyczerpany Stasiu przybył do Rzymu. Tam przyjął go do nowicjatu zakonnego późniejszy święty generał jezuitów, Franciszek Borgiasz. Ale jestem osobiście przekonany, że gdyby Kostka otrzymał negatywną odpowiedź od Borgiasza, wróciłby pokornie do domu (strach pomyśleć, co by go mogło spotkać tam po powrocie).

Młodzi ludzie są teraz tacy sami, jak w czasach Kostki

Stanisław może uczyć młodych ludzi dzisiaj dwóch rzeczy: cierpliwości i wytrwałości. Młodzież często oczekuje specjalnego traktowania. Kostka tymczasem nie boi się pracy w kuchni i szorowania korytarzy. Nie czeka na specjalne zaproszenie z Rzymu, ani nie zniechęca się pierwszymi przeciwnościami, które zaczęły się w Wiedniu.

Staszek, tak jak superbohaterowie zmagający się ze swoimi słabościami, stopniowo odkrywa drogę do pokonywania ich. Jest cierpliwy i wytrwały. Akceptuje po kolei to, co się w jego życiu dzieje: trudną relację z bratem, powołanie, które wymaga poświęcenia i chorobę. Nie traci przy tym entuzjazmu, ale idzie w nieznane z odwagą i nadzieją. Idzie nie wiedząc, co na niego czeka, oprócz pięknej przygody.

„Kostka znaczy więcej”

Jeśli masz pasję, kochasz coś – chcesz się tym dzielić. Ja mając takiego współbrata-jezuitę w Niebie, stworzyłem o nim komiks K.O.S.T.K.A. Chciałem opowiedzieć jego historię w jakiś atrakcyjny, współczesny sposób.

Po wielu latach od stworzenia go myślę, że tym, co najbardziej zainspirowało mnie w historii Staszka, było jego nie-planowanie. Często myślimy, że musimy napisać scenariusz naszego życia, a następnie go odtworzyć. Ale w taki dzień jak dzisiaj, Staszek Kostka wyruszył w podróż – nie wiedząc, co go czeka. Wiedział tylko to, że Pan pobłogosławi jego drodze. Wszystko, co odnajdował w jej trakcie, przyjmował jako błogosławieństwo Boga. Otrzymywał „wszystko” i szedł dalej.

Wciąż najbardziej zaskakuje mnie zdanie wypowiedziane przez Stanisława w drodze do Rzymu:

„Poszedłem do Augsburga, nie wiedząc, że mnie szukają. Zdałem sobie sprawę, że podążałem za czymś bardzo ulotnym. Ale moje pragnienie było tak silne, że nawet nie myślałem o zawracaniu. A to nasze pragnienia definiują, kim jesteśmy!”

Nasze pragnienia określają to, kim jesteśmy. Jeśli mamy jakiekolwiek pragnienia, oznacza to, że pochodzą od Boga i to oznacza, że powinniśmy za nimi podążać.

Módlcie się do świętego Stanisława! Komunia świętych jest prawdziwa! Święci w Niebie czekają, aż poprosimy ich o pomoc. Bóg nas nie zbawi bez naszego udziału. Bóg chce, abyśmy byli zbawieni i daje nam pragnienie świętości i przykłady świętych. Na drodze do świętości nie idziemy sami, lecz razem ze świętymi. Z ich pomocą da się odnieść sukces!

Przemysław Wysogląd SJ