Jezus też musiał odpocząć. Czego możemy się od Niego nauczyć?

Nie było w Nim szarpaniny – a jednak miał w sobie gorliwość. Aktywnie działał – a jednocześnie zachowywał pokój. Podczas podróży przez Galileę i Judeę nie był na nikogo obojętny – ale umiał się zdystansować i odpocząć, a jeśli trzeba – przerwać odpoczynek. Jezus może nas wiele nauczyć na temat zarządzania czasem.

Kiedy czyta się Ewangelię i przygląda temu, co i jak mówił oraz czynił Jezus, nie widać w Nim niezdrowego napięcia, niepokoju, szarpaniny, zniechęcenia. Jest w Nim gorliwość, jest adekwatne reagowanie na sytuacje, właściwa ocena własnych możliwości, stosowanie się do granic, które wyznacza człowieczeństwo. Jezus nie popada w skrajności. Promieniuje z niego pokój.

Nie widzimy też, aby ciągle siedział w jednym miejscu. Przeciwnie, jest w ruchu, nie zabiega też o to, aby być podziwianym, nie ściąga sam do siebie tłumów, nie skupia celowo uwagi na sobie, nie próbuje też ludzi zatrzymać ani nie pozwala, by oni zatrzymali Go przy sobie. W skrócie, jest człowiekiem wolnym, potrafiącym w każdej chwili zdystansować się do tego, co robi. Wycofuje się konsekwentnie z publicznej działalności i idzie na miejsce pustynne, zwłaszcza wtedy, gdy ma najwięcej pracy. Idzie odpocząć, ale gdy widzi ludzką biedę, to pod jej wpływem, czasem rezygnuje nawet z koniecznego wypoczynku.

Dystans w środku zamieszania

Lubimy patrzeć na swoje życie przez pryzmat wielkich wydarzeń: matura, obrona pracy magisterskiej, śluby zakonne, awans w pracy, pojawienie się dziecka w rodzinie. Inne rzeczy po prostu się dzieją, robimy je niejako przy okazji, trochę mechanicznie. Sęk w tym, że w życiu ważne jest również to, co pomiędzy, gdzie właściwie nic spektakularnego się nie dzieje.

W ewangeliach często pojawia się coś takiego. W środku swego aktywnego zaangażowania, głoszenia Słowa, uzdrawiania, wędrówek, Jezus nagle na chwilę się zatrzymuje, czasem wycofuje, przebywa w samotności. Stosunkowo często pojawiają się w Ewangeliach takie określenia jak „odszedł stamtąd”, „poszedł do innych miast i synagog”, „usunął się na miejsce ustronne”, „wyszedł na górę”, „przyszedł i siedział”, „zmęczony drogą siedział sobie przy studni”, „modlił się na osobności”.

Bardzo łatwo te fragmenty przeskoczyć, bo w sumie wydaje się, że najważniejsze jest to, co Pan Jezus mówił, Jego cuda itd. Można również uznać te zdania za literackie ozdobniki albo łączniki, żeby jakoś zgrabnie połączyć jedno wydarzenie z drugim. Rok temu olśniło mnie, że te zdania to jest również Objawienie, a więc ukazanie tego, jakie powinno być nasze człowieczeństwo. Właśnie te przerywniki pokazują, że działanie Jezusa było celowe, przemyślane, za Jego działaniami kryją się określone decyzje, poprzedzone rozeznaniem, a nie działanie pod wpływem doraźnych impulsów czy nawet oczekiwań ludzkich.

Można je z grubsza wyszczególnić w czterech grupach:

1. Odpoczynek

„Jezus przybył do miasteczka samarytańskiego Sychar. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni” (J  4, 5-6).

„Pewnego dnia wsiadł ze sw”mi uczniami do łodzi i rzekł do nich: „Przeprawmy się na drugą stronę jeziora”. I odbili od brzegu. A gdy płynęli, zasnął” (Łk 8, 22 -23)

„Gdy apostołowie wrócili z misji słyszą z ust Jezusa: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco, bo nawet na posiłek nie mieli czasu” (Mk 6, 31)

„Stamtąd podążył Jezus dalej i przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział” (Mt  15, 29)

Najpierw krótka uwaga: Jezus też się męczył. Nie jest to oczywiste dla wszystkich wierzących. I druga wskazówka: wypoczywa się najlepiej na pustyni, z dala od miasta, zgiełku, ludzi, w ciszy, na łonie natury, przez ograniczenie bodźców zewnętrznych.

Chciałbym jednak zwrócić uwagę na ten trzeci przykład, zresztą podobny do pierwszego ze studnią, najbardziej prosty i dziwny zarazem. Wcześniej Jezus był w drodze. Szedł z pogańskich okolic Tyru i Sydonu, gdzie uzdrowił córkę kobiety kananejskiej. Poszedł w stronę Jeziora Galilejskiego. Po czym Ewangelista dodaje: „Wszedł na górę i tam siedział”. Najbardziej podoba mi się tutaj słowo „siedział”.

Co Jezus tam robił? Nic. Siedział. Nie wiemy, jak długo. Przebywał tam sam na górze. Pokazuje, że istnieje dobra samotność. Jest ona konieczna w życiu. Za chwilę przyjdą tłumy ze swoimi chorymi i Jezus zacznie ich uzdrawiać. Odpoczywa między jedną aktywnością a drugą, daje sobie czas. Nic szczególnego tam nie robi.

Wielu ludziom samo „siedzenie” i patrzenie np. na piękny widok, na jezioro, wydaje się dzisiaj nudne, bo się nic nie produkuje. Nieco wcześniej Jezus mówi w Ewangelii św. Mateusza: „Przypatrzcie się ptakom w powietrzu, przypatrzcie się liliom” – to ma być lekarstwo na zabieganie, troski, zapomnienie o Bogu. Często nauka Jezusa płynęła z tego, że siedział i patrzył. Traktował świat jak księgę, potrafił zobaczyć w ciszy to, czego nie da się inaczej zobaczyć.

2. Modlitwa

„W tym czasie Jezus wyszedł na górę, aby się modlić i całą noc spędził na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu” (Łk  6, 12-13)

„Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: „Panie, naucz nas modlić się” (Łk 11, 1)

„Gdy raz modlił się na osobności, a byli z Nim uczniowie, zwrócił się do nich z zapytaniem: „Za kogo uważają mnie tłumy” (Łk 9, 19)

Góra i miejsce pustynne to dwa ulubione miejsca modlitwy Jezusa. Ta modlitwa, jak się wydaje, służyła często rozeznaniu, jakie decyzje podjąć. Nie znamy jej treści, tylko z kontekstu możemy przypuszczać, co ją wypełniało. Jedynie w Ogrójcu Ewangeliści zdradzają nam jej treść: wypełnia ją prośba do Ojca. Ale ważne jest, że Jezus czuje trwogę, nie ucieka od niej i zwraca się z tym do Ojca.

Charakterystyczne jest to, że Ewangeliści podkreślają dłuższe pobyty Jezusa na modlitwie. W świątyni Jezus głównie nauczał, nie ma ani jednej wzmianki, że się tam modlił, chociaż twierdzi, że „ten dom ma być miejscem modlitwy”. Jezus modli się w ciszy, z dala od świątyni i ludzi. Po drugie, dłużej modlił się szczególnie przed podjęciem ważnych decyzji lub przed ważnymi wydarzeniami: przemienienie, przyjście po falach jeziora do uczniów, wybór apostołów.

Po trzecie, modlitwa bywa często pewnego rodzaju podsumowaniem tego, co się do tej pory wydarzyło. Jezus patrzy wstecz. Dzięki pobytowi na osobności, w ciszy, Jezus daje sobie czas do myślenia, patrzy, co się dzieje wokół Niego, szuka woli Ojca. Nie czyni tego w biegu.

3. Oczekiwania ludzi wobec Jezusa niezgodne z misją

„Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę” (J 6, 15)

„Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich. Lecz On rzekł do nich: „Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo na to zostałem posłany” (Łk 4, 42-43)

Po uzdrowieniu trędowatego „liczne tłumy zbierały się, aby Go słuchać i znaleźć uzdrowienie ze swych niedomagań. On jednak usuwał się na miejsca pustynne i modlił się” (Łk 5, 15, 16)

To są chyba najbardziej „szokujące” motywy, dla których Jezus usuwał się w cień – zmieniał miejsce, aby się modlić. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że Jezus był asertywny. Jeśli uznał, że coś jest niezgodne z Jego misją, to nie miał problemu, by pozostawić ludzi, nawet jeśli byli w potrzebie. Może się to wydawać gorszące i zadziwiające – przecież było tyle potrzeb. Czy to nie egoistyczne? Zostawiać chorych i iść sobie na modlitwę? Tyle zajęć, tyle obowiązków, a Jezus ich zostawia. Nie uzdrawia. Unika poddania się pokusie, aby być bohaterem i lokalnym uzdrowicielem dla grupki ludzi, która będzie Go adorować. Nie odczuwa z tego powodu poczucia winy, że mógł, a nie pomógł. Nie szuka też poklasku, nie daje się nikomu zawłaszczyć, ale też pokazuje, że poprawa obecnego losu człowieka, np. chorego, nie jest głównym celem Jego misji. Możemy sobie tylko wyobrazić, co niektórzy ludzie sobie myśleli, co o Nim mówili: „Jak On tak może? Dlaczego jego uzdrowił, a nas nie? Dlaczego sobie poszedł” Wyobraźmy sobie to oburzenie.

Modlitwa nie jest przeciwieństwem działania ani ucieczką przed aktywnym życiem. Takiej pokusie mogą też ulegać ludzie wierzący – ucieczki przed odpowiedzialnością, trudnościami, obowiązkami w poświęcanie zbyt wiele czasu na nabożeństwa, modlitwę, która może się wydawać lżejsza i dawać satysfakcję. Z drugiej strony, nie można tylko działać – musi być czas świadomie przeznaczony na modlitwę, nawet jeśli trzeba coś ważnego zostawić.

To właśnie na modlitwie, na pustyni, Jezus utwierdzał się w tym, po co przyszedł na świat. Tam też rozeznawał, myślał, zastanawiał się, jak ma realizować swoją misję, czego unikać. I widział i uznawał ludzkie granice, dlatego nie pozwalał się zadeptać.

Myślę, że to jest dzisiaj duży problem. Wielu pobożnych ludzi i nie tylko ma problem z odmawianiem, z mówieniem „nie” z powodu swoich ograniczonych możliwości albo z innych ważnych powodów. Uważają, że miłość polega na tym, by zawsze być do dyspozycji, by zaspokajać wszystkie potrzeby ludzi.

Gdy w historii pojawiały się próby likwidacji zakonów, to przede wszystkim, obrywały zakony mnisze i kontemplacyjne. Tak było np. za czasów józefinizmu w Austrii czy za Bismarcka. Pozwalano działać tylko tym zakonom, które prowadziły dzieła charytatywne lub edukacyjne. Mnichów i mniszki uważano za próżniaków i „bezproduktywnych” darmozjadów. Już wtedy wszystko oceniane było pod kątem przydatności, produktywności, skuteczności i wymiernych korzyści. Modlitwy i trwania w ciszy nie da się nijak przełożyć ani na pieniądze, ani na mierzalne wyniki.

4. Unikanie niesprzyjających okoliczności

„Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się w łodzi na miejsce pustynne, osobno” (Mt 14, 13).

Po decyzji Sanhedrynu o zabiciu Jezusa, „nie przebywał wśród Żydów publicznie, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasteczka, zwanego Efraim i tam przebywał ze swymi uczniami” (J 11 54)

Jezus się nie naraża, nie wystawia na ryzyko przedwczesnego aresztowania. Dlaczego? Bo wie, że jeszcze Jego czas nie nadszedł. To jest też ważne, nie tylko w którym kierunku podążać, co i jak robić, ale również kiedy. Właściwy czas też rozeznaje się na pustyni, w ciszy, na modlitwie. Problem polega na tym, że często nie chodzi o wybór między dobrem a złem, ale kiedy zrobić dobrą rzecz. Można ją zrobić za wcześnie lub za późno. Przykładem jest tutaj przypowieść o pannach mądrych i głupich. Głupota nie polega tam na tym, że głupie czynią coś złego. One po prostu chcą kupić oliwę wtedy, gdy czas kupowania minął, w środku nocy i gdy oblubieniec już przyszedł. Chcą zrobić dobrą rzecz, ale w niewłaściwym czasie.

Odpocznij jak Jezus. Tylko jak?

Wydaje mi się, że droga do odnalezienia równowagi w życiu między aktywnym działaniem a odpoczynkiem, droga do osiągnięcia pokoju i radości, pomimo przeciwności, napięć i trudów, zależy od następujących rzeczy:

– znalezienia czasu, by się usunąć na miejsce ustronne, nabrać dystansu do życia
– modlitwy, w której będzie miejsce na słuchanie i rozeznawanie
– odkrycia i kultywowania pozytywnej strony samotności
– odkrycia i ciągłego potwierdzania tego, dokąd zmierzam, co jest moim celem i życiowym zadaniem
– odkrycia, jakim sprawom i kiedy muszę powiedzieć „nie”

Tego nie da się osiągnąć bez pustyni, ciszy i zdrowej ascezy.

Dariusz Piórkowski SJ